3. Rynek walutowy – część inwestycyjnej układanki

0

Blog ten nie jest przeznaczony dla ekspertów. Moją intencją jest przekazanie wiedzy, którą przez lata zdobyłem oraz wskazanie możliwości dla tych, którzy rozsądnie i długoterminowo chcą osiągać korzyści z uczestnictwa w rynku instrumentów pochodnych (kolejna nazwa na CFD, czyli Kontrakt różnicy kursowej, gdyż ich wartość pochodzi od czegoś innego). I nie chodzi tylko o korzyści spekulacji, ale przede wszystkim o korzyści związane z możliwościami wykorzystania instrumentów tego rynku względem pozostałych elementów portfela finansowego.

Do czego będą nam służyły instrumenty pochodne:

  • dywersyfikacja portfela inwestycyjnego, np. zakup USD w stosunku do PLN, jeżeli w naszym portfelu posiadamy akcje polskich spółek;
  • dodatkowy dochód długoterminowy, np. zakup surowca, który jest ograniczonym zasobem naturalnym;
  • zabezpieczenie kredytów walutowych, np. zakup CHF w PLN z części zysku, jakim jest oszczędność na niższej racie;
  • zabezpieczenie innych aktywów posiadających wartość względem danego instrumentu, np. cukier, jeżeli jesteśmy producentem słodyczy.

Każdy, kto posiada kredyt w obcej walucie (tutaj skłaniam się głównie w stronę tak sławnych ostatnimi czasy „frankowiczów”) jest de facto uczestnikiem rynku walutowego. Przecież taki kredyt to spekulacja na ogromne kwoty na rynku Forex! Ale nie jest to zwykły handel spekulacyjny po kilka godzin dziennie przed komputerem dla podniesienia poziomu adrenaliny i możliwości szybkiego zysku. W spekulacje wciągamy całe nasze rodziny, często nawet na 30 lat, w sposób nieprzemyślany i pod wpływem pochopnej decyzji motywowanej…

… no właśnie, czym motywowanej?

Wokół słyszymy, że motywowanej szerokim uśmiechem doradcy kredytowego, który użył technik sprzedażowych do manipulowania nami. W pewnym stopniu na pewno, bo trochę w tym było technik sprzedażowych, które bazowały na… naszej chciwości. Wątpliwym jest podjęcie decyzji na 30 lat na ogromną kwotę (której nie mamy i czasami nawet nigdy nie widzieliśmy) bazując na darze przekonywania obcej osoby. Chyba, że przekonamy sami siebie (oczywiście z pomocą niniejszego doradcy).

Powodem bowiem był zysk płynący z niższej raty, którą widzimy teraz a liczymy na następne 30 lat. Fakt, że Szwajcaria jest bardziej rozwinięta od Polski i tak pozostanie przez kolejne 30 lat. No i to w końcu przy 300 tyś. zł kredytu, rata 1250 zł miesięcznie, co spowoduje spłatę 450 tyś. zł łącznie, a nie 1750 zł co sumarycznie się składa na 610 tyś. Oczywiście zawsze może się zdarzyć wzrost waluty o 100%, z jakichś nieprzewidzianych okoliczności… i do spłaty będziemy mieli 600 tyś. zł plus odsetki!

Chciwość i strach. Pisałem o tym wcześniej. Natomiast jeżeli uważnie czytasz zasady, to zasada #3 i jej wdrożenie powinno cię uchronić w dużym stopniu od skutków takich sytuacji. Oczywiście, jeżeli będziesz umiał znaleźć odpowiednie rozwiązanie. Między innymi właśnie po to jest ten blog.

Czy da się coś zrobić aby to ryzyko ograniczyć lub je odwrócić? Można wykorzystać Forex i zabezpieczyć się na walutach!

Zasada #5: nie wkładaj wszystkich jajek do jednego koszyka. Na inwestycje zawsze należy patrzeć całościowo. Jeżeli na składniki swojego portfela inwestycyjnego nie patrzysz jak na puzzle, w których poszczególne elementy pasują do pewnej całości, to nie powinieneś nawet myśleć o inwestowaniu. Zwłaszcza takim, które może nieść ze sobą jakiekolwiek podwyższone ryzyko, gdyż z dużym prawdopodobieństwem stracisz większość zainwestowanych środków i nawet nie zrozumiesz, dlaczego. Inwestycje są dla osób, które potrafią myśleć kompleksowo. A rynek dający możliwość wykorzystania dźwigni finansowej jest doskonałym uzupełnieniem całej inwestycyjnej układanki.

 

Co myślisz o wpisie? Wyraź swoją opinię!