Kredyt we frankach – czy może być bezpieczny?

0

Najbardziej cierpiącą ostatnimi czasy częścią narodu są posiadacze kredytów hipotecznych we frankach. Bankruci, wpakowani po uszy, utopieni… ale czy na pewno? Czy ich sytuacja jest aż tak beznadziejna, jak mówią (głównie oni sami)? Mam poważne podstawy, aby twierdzić, że NIE!

Popularni „frankowicze” to nie tylko osoby, którym kilka lat temu brakowało możliwości aby wziąć kredyt w rodzimej walucie. To nie tylko chwytający się ostatniej deski ratunku, czyli wspaniałego pomysłu podsuniętego przez wszechwiedzącego doradcę w banku. W wielu przypadkach były to osoby w zupełności świadome swoich działań, wręcz perfidnie spekulujące na cenie szwajcarskiej waluty. Obie te grupy miały dwie wspólne cechy (a właściwie wady):

po pierwsze: zarabiały w złotówkach, a franka nigdy nie widzieli na oczy aż po dzień dzisiejszy,

po drugie: uznawały CHF jako bezpieczną przystań na wiele długich lat, bez umiejętności przewidzenia skutków działania wybuchowego mixu polityki i wolnego rynku.

Zgodnie z naszą narodową maksymą, Polak mądry po szkodzie. Ale w tym wypadku naprawdę może stać się mądry! Polak – kredytobiorca może odwrócić swoje nieprzemyślane decyzje skutkujące wciągnięciem całych rodzin w 20-, 30-letnie spekulacje na rynku Forex. Wystarczy oczywiście dokonać zabezpieczenia przeciw negatywnym zmianom wartości waluty i stóp procentowych. Służą do tego instrumenty rynku walutowego, m.in. opcje walutowe, kontrakty różnic kursowych, a także swapy walutowe. I pętelka pod szyją staje się trochę luźniejsza.

Przykładem może być gra na FX przeciwko kredytowi, czyli wzrostowi kursu waluty przy użyciu dźwigni. Ale o tym w kolejnym poście 😉

A jakie są Wasze pomysły na sprawienie, żeby kredyt w walucie obcej był mniejszym obciążeniem dla domowego portfela? Zachęcam do dyskusji w komentarzach.

 

Zabezpieczenie kredytu walutowego – studium przypadku

We wcześniejszym wpisie obiecałem, że przedstawię, jak przykładowo możemy zabezpieczyć swój kredyt we frankach. Jest to oczywiście tylko jeden z wielu sposobów, którymi subiektywnie kierują się inwestorzy. W dodatku bardzo obrazowy, bez zbędnej matematyki finansowej i zagłębiania się w techniczne szczegóły. Nie stanowi tym samym rekomendacji, ani porady inwestycyjnej.

Po pierwsze – wyceniamy obecną wartość kredytu we frankach i w złotówkach, aby zobaczyć jego rzeczywistą wielkość.

Korzystając z tych wyliczeń ustalamy, jaką wartość trzeba zastawić na FX, grając przeciw kredytowi, tak aby zabezpieczyć się przed wzrostem raty kredytowej. Następnie, korzystając z portali internetowych sprawdzamy średnią długość cykli na walucie. To pozwoli wyliczyć, na jak długo należy się zabezpieczyć.

Przykładowo, mamy kredyt na 700.000 zł, co wcale nie tak rzadko zdarza się w rzeczywistości.

Inwestujemy na forexie 10.000 zł przy dźwigni x10. Spadek CHF z 3,85 zł do 3,46 zł wyzeruje zainwestowaną kwotę. Ale, uwaga: nastąpi także spadek wartości kredytu o ok. 10%. Tyle, że z kwoty 700.000 zł, czyli aż o 70 tysięcy złotych! Natomiast wzrost CHF do 4,40 zł spowoduje wzrost całości kredytu o prawie 100 tyś. zł, a raty zapewne do poziomu około 3000 zł miesięcznie. Ale także przyniesie 14.000 zł ekstra z inwestycji na walucie. Czyli mamy kapitał aby opłacić kilka kolejnych rat…

I mechanizm się powtarza. Przy spadku wartości waluty nadpłacamy kredyt lub dokupujemy zabezpieczenie (bo taniej). Przy wzroście kursu – spłacamy raty z posiadanego zabezpieczenia.

Niby proste, ale czy Twój doradca finansowy podsunął Ci kiedykolwiek podobny pomysł?

Co myślisz o wpisie? Wyraź swoją opinię!